Krok przed światem?

W zeszłym tygodniu byłem na wykładzie dla doktorantów. Wydawał się podobny do wielu innych. Warto przypominać sobie prawdy, o których łatwo się zapomina; potwierdzać głęboko i być może jeszcze nigdy nienazwane intuicje. Tym razem zdarzyło się coś, co będę długo pamiętał. Wypowiedziałem od dawna kołaczącą mi w głowie tezę, że jednym z największych wyzwań dla chrześcijaństwa w cywilizacji euroatlantyckiej jest inkulturacja w popkulturę – nie ma co się obrażać na to, że nasz świat jest jaki jest, ale próbować jego „językiem” mówić o Bogu. Odpowiedź mojego kolegi, luteranina z urodzenia, proboszcza parafii ewangelickiej była zdumiewająca: „Popatrzmy na średniowiecze: dzięki Kościołowi były szpitale i uniwersytety. Przez wieki Kościół był kilka kroków przed światem. Potem w jakiś sposób to zgubiliśmy”.

Papież Franciszek w 27 numerze Evangelii gaudium pisze, że jego marzeniem jest przemiana misyjna, aby nic już nie służyło zachowaniu obecnego stanu rzeczy, ale wszystko było sformatowane w stronę misji – zdobywaniu nowych ludzi dla Jezusa, doprowadzaniu kolejnych do głębokiego osobistego spotkania z Chrystusem.

Czy nie za bardzo jesteśmy wpatrzeni w przeszłość? Jak często w naszych wypowiedziach kryje się zasada „kiedyś było lepiej”? Co znaczy dla nas dzisiaj „być krok przed światem”? Jak profesjonalnie komunikować się ze współczesnym człowiekiem, aby kod popkultury nie spłycił jednocześnie przesłania Ewangelii? Jak powinna wyglądać estetyka chrześcijańska, aby w konfrontacji z profesjonalnymi kampaniami reklamowymi nie trąciła tandetą?

Na jesień bardzo chciałbym wystartować w mojej diecezji z warsztatami dla parafialnych zespołów medialnych. W każdej (albo prawie każdej) parafii można znaleźć ludzi, którzy mają smartfony i konta w serwisach społecznościowych. Dlaczego nie mieliby używać ich dla chwały Bożej i pokazania, że parafia to miejsce (co najmniej) atrakcyjne?