(nie)wolne pytania

Ten dzień był świętem. Słowem-kluczem mogło być i zapewne było „dziękuję”. Ktoś jednak w układance wrażeń i spotkań umieścił kawałek dnia z napisem „więzienie”. Kilkuset mężczyzn trafiło za kraty nie dlatego, że prokurator z odpowiednią siłą bił w pierś każdego z nich, wypowiadając: „Twoja wina, twoja wina, twoja bardzo wielka wina”. Każdy w mniej lub bardziej zauważalnym momencie przekroczył granice, w której grzeszki zdecydowanie nabrały wagę dramatu, a podjęte decyzje nierozerwalnie związały się z czyjąś krzywdą.

W więziennej kaplicy jeden z osadzonych opowiedział swoją historię. Wywodzi się z harcerstwa, prowadził szkolenia dla młodzieży, jako żołnierz wyjeżdżał na misje zagraniczne. Punktem granicznym były narodziny niepełnosprawnego syna i krzywdząca decyzja (nie)odpowiednich komisji, że nie kwalifikuje się do dodatkowego zasiłku. „Podjęliśmy z żoną świadomą decyzję. Aby mieć na rehabilitację dziecka, założyliśmy działalność i zaczęliśmy wyłudzać pieniądze. Dzisiaj syn ma 14 lat i nie jest z nim źle. A ja od grudnia jestem w zakładzie”.

Zanim z łatwością ocenię kogoś, kto przekroczył niedopuszczalną granicę przestępstwa, zastanowię się, jak wiele mam szczęścia, nie musząc podejmować decyzji, które nie mają „lepszej” alternatywy. Przestępca jest grzesznikiem. Święty też nim jest. Łaska zmienia wszystko. A mi udaje się żyć tak, jakby wszystko zależało ode mnie (sic!).