Polisz inglisz

Pierwszy raz w czasie Świąt Bożego Narodzenia byłem za granicą. W kolejnym zdaniu powinienem napisać, że w Anglii, ale od razu sprostuję – tam też jest Polska. Nie tylko z powodu obecności aż 1,5 mln Polaków. Gdy gdzieś mieszkasz, nawet jeśli nie czujesz się u siebie, to masz tam swoją codzienność (pracę, szkołę, zmartwienia i marzenia). Czy tego chcesz, czy nie, w jakiejś mierze współtworzysz w tym miejscu kulturę.

Można to pytanie zadać na początku, ale zdaje się, że w tym miejscu smakuje ono inaczej. Jaki jest sens obecności Polaków w Anglii? Pewnie sondaże kazałyby nam odpowiedzieć, że to praca i zarobek każą gnać z domu 2000 km do obcego kraju. I tak, i nie. Okazuje się, że to, co dla nas jest czymś normalnym dla Anglików jest już czymś więcej. Bo jak inaczej wytłumaczyć dwukrotnie większą „produktywność” Polaków w wielu zakładach i ich pracę w tempie niemożliwie szybkim dla dotychczasowych teamów pracowniczych? W kościołach, w których dotychczas dominowało pokolenie 60+, pojawiają się młodzi małżonkowie z małymi dziećmi, a kolejki do spowiedzi w Polskiej Misji Katolickiej zdumiewają angielskich duszpasterzy. Zdaję sobie sprawę, że ludzie, którzy z natury widzą zawsze szklankę do połowy pustą, zamiast pełną, gotowi byliby w tym miejscu przytoczyć przykłady pokazujące, jak relatywnie mniejszy odsetek Polaków praktykuje w Anglii, niż w ojczyźnie i że dla niektórych emigracja stała się bezpieczną kryjówką przed przeraźliwą bezradnością, a może i kłopotami z prawem. Nie zmienia to faktu, że obecnie nie sposób wyobrazić sobie angielskich przedsiębiorstw i kościołów bez Polaków. Choć w pracy Polacy nie są odpowiednio doceniani w postaci odpowiedniej pensji, a kościoły często trzeba wynajmować od angielskich parafii, to jednak faktem jest pewien „ferment”, który dzieje się wokół stylu życia wielu naszych rodaków. Czy są „solą ziemi i światłem świata”? Bóg to oceni.

Przebywając na zachodzie Anglii, nie umiałem się opędzić od wracających do mojego serca jak bumerang słów Boga, które wypowiedział do Abrahama: „Przez ciebie otrzymają błogosławieństwo wszystkie ludy ziemi” (Rdz 12,3). Co to znaczy? Jaką rolę do spełnienia mają Polacy w Anglii w perspektywie Królestwa Bożego? Nie wiem. Ufam, że każdego dnia Bóg mówi do ich serc. Bardzo bym chciał, aby Go usłyszeli i uwierzyli w powołanie, które im daje.

Moje obserwacje mają charakter subiektywny i zastrzegam sobie prawa do wyczerpującego opisu złożonej sytuacji, którą próbuję jedynie zasygnalizować.